Kronika III

ZBAWIENIE WEDŁUG RZYMU

"...Darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" (Rzym. 6,23).

Jakimże błogosławieństwem jest znać Jezusa! Jego miłość, Jego miłosierność, Jego przebaczenie!

On obiecał, że "..wrzuci do głębin morskich wszystkie nasze grzechy" (Mich. 7 ,19) i że oddali nas do naszych grzechów tak "...jak daleko jest wschód od zachodu" (Ps.103,12).

Oto dobra nowina! (takie Jest dosłowne znaczenie słowa "ewangelia" dobra nowina. Taki jest przywilej prawdziwego kościoła naszego Boga, głoszenie ... wyzwolenia jeńcom. (Łuk.4,18)

Zaczynam ten artykuł poświęcony poglądom Rzymskokatolickim na temat zbawienia, okrzykami radości na cześć mojego Zbawiciela, ponieważ dopiero co skończyłem lekturę całego stosu oficjalnej literatury Kościoła Rzymskokatolickiego, poświęconej temu tematowi. Mogę uczciwie powiedzieć, że nigdy jeszcze głębi mego serca nie przeniknęła tak wielka radość z powodu dzieła, jakie w sposób ostateczny wykonał Jezus Chrystus.

Gdy tak przewracając strony czytałem o pokucie, spowiedzi, grzechach powszednich i śmiertelnych, odpustach, czyśćcu itd., to z niezwykłą przyjemnością wracałem do stron Biblii, aby zobaczyć co one mówią na temat fundamentalnych doktryn katolickich. O, jakąż ulgę dusza moja odnajdywała w Biblii! Jaką świętą radość! O, jakże jasnym i czystym blaskiem rozświecała mój umysł prosta prawda o Bożym miłosierdziu. Jeżeli istnieje coś piękniejszego niż Boża miłość i cierpliwość okazywana człowiekowi, to nigdy to nie zostało objawione śmiertelnikowi.

Z powyższego wstępu czytelnik zrozumie, że jestem przytłoczony ciężarem wielkiej ilości informacji, jakie zebrałem w trakcie lektury literatury rzymskokatolickiej i że będę go musiał zrzucić z siebie tu w tej Kronice Katolickiej III, krótko poruszając każdy z tematów. Jednocześnie ciągle będę powracał do głównego pytania: "W jaki sposób według Rzymu mężczyzna lub kobieta mogą być wybawieni od konsekwencji swojej grzesznej natury i swoich czynów i w jaki sposób mogą się upewnić, że stoją na właściwym gruncie przed Bogiem?

Jeżeli przyszłość na to pozwoli, to w jednym z przyszłych odcinków powrócę do niektórych z tych tematów i omówię je bardziej wyczerpująco, w szczególności kwestie czyśćca i odpustów. Jest naszym pragnieniem, aby ludzie znaleźli prawdziwe zbawienie, dla którego umarł Chrystus, dlatego też musimy najpierw w sposób wyczerpujący zająć się tym wielkim i najważniejszym zagadnieniem zanim będziemy mogli przejść do innego tematu.


KATOLICKA NAUKA NA TEMAT GRZECHU


Zanim zapoznamy się z nauką katolików na temat zbawienia, przyjrzyjmy się najpierw, jak oni rozumieją to przed czym mają być zbawieni. w Mat.1,21 anioł Pana mówi do Józefa podczas jego snu o zaręczonej z nim Marii - "A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem on zbawi lud swój od grzechów jego".

Dzisiaj wielu chrześcijan ewangelicznych używa na każdą okazję terminu "zbawiony(a)" bez większego zastanowienia. "Kiedy zostałeś zbawiony?" - takie często można usłyszeć pytanie. Brzmi to jak formalny tytuł lub etyka noszona jako znak przynależności do określonego klubu - "zbawionych". Dla wielu termin "zbawienie" wydaje się kojarzyć ze zbawieniem od wielu różnych rzeczy - takich jak choroba, śmierć, diabeł, piekło itd. Ale gdy anioł Pana użył tego drogocennego słowa przepowiadając, że Jezus wypełni wszystkie przepowiednie proroków, to określił bardzo wyraźnie od czego zbawi On swój lud ....od jego grzechów!

W oficjalnej teologii rzymskokatolickiej również uczy się, że to od czego ludzie muszą być zbawieni, to są ich grzechy. Ale to co jest wspólnego w doktrynie katolickiej i ewangelicznej na temat grzechu jest jedynie pisownia wyrazu gdyż jeżeli katolik mówi o swoich "grzechach", to należy najpierw ustalić o jakie grzechy mu chodzi - "śmiertelne" czy "powszechne". Potem należy go zapytać: " w jaki sposób możesz się ich pozbyć?". Jeżeli pytający jest katolikiem, to odpowiedź na to pytanie najprawdopodobniej wprowadzi go w stan zmieszania, gdyż takie słowa jak "wiara", "opamiętanie", a nawet Jezus zazwyczaj nie pojawiają się w odpowiedzi. Zamiast nich pojawi się cała lista nowych słów, które będzie on mógł pojąć w pełni jak katolicy rozumieją możliwość uwolnienia się od grzechów i kary, która grozi za nie.


GRZECHY ŚMIERTELNE I POWSZEDNIE


Pierwsze z tych nieznanych wyrazów określają grupy na jakie Rzym podzielił wszystkie grzechy. Jeżeli jesteś katolikiem, to może się zastanowisz dlaczego robią z tego tak wielką sprawę, gdyż podział wszystkich grzechów na dwie oddzielne kategorie (każda ze swoim zestawem konsekwencji i środków zaradczych) jest elementem doktryny katolickiej od bardzo dawnego czasu.

Według nauki Rzymskokatolickiej grzechem śmiertelnym jest "każde wielkie wykroczenie przeciwko prawu Boskiemu", a nazwa pochodzi stąd, że jest śmiertelne, czyli zabijające duszę i skazujące ją na wieczną karę. Grzechami powszechnym są natomiast "drobne i wybaczalne wykroczenia przeciwko Bogu i naszemu bliźniemu".

Odmiennie niż w przypadku grzechów śmiertelnych uważa się, że grzechy powszechne nie skazują duszy na piekło, lecz że z popełnieniem każdego grzechu powszechnego zwiększa się okres czasu, w jakim dana osoba będzie musiała przebywać w oczyszczających płomieniach miejsca zwanego "czyśćcem".

Nie ma wśród księży katolickich jedności poglądów co do tego, które grzechy są śmiertelne, a które powszechne, ale wszyscy oni wychodzą z założenia, że taki podział istnieje.

Zasada klasyfikacji jest całkowicie arbitralna. To co jest śmiertelnym dla jednego, dla innego może być powszednim. Według Rzymu papież jest nieomylny w sprawach wiary i doktryny. Wobec tego powinien on być w stanie rozwiązać tę ważną kwestię przez szczegółowe skatalogowanie obydwu grup grzechów. Jednakże do grzechów śmiertelnych zalicza się zarówno oczywiste i nie budzące wątpliwość wykroczenia przeciwko Dziesięciu Przykazaniom, praktycznie wszystkie występki o charakterze seksualnym (zarówno w słowie, myśli jak i czynie) oraz jeszcze długą listę innych wykroczeń, która podlegała różnym zmianom na przestrzeni wieków. Na przykład: do czasu Soboru Watykańskiego II grzechem śmiertelnym było uczestnictwo w nabożeństwie protestanckim, posiadanie lub czytanie Biblii protestanckiej lub jedzenie mięsa w piątki! Ach i wciąż jeszcze jest grzechem śmiertelnym "opuszczanie mszy w niedzielę"; (skutkiem czego znakomita większość wyznawców, jakich przypisuje sobie Kościół Rzymskokatolicki na całym świecie znajduje się permanentnie w stanie grzechu śmiertelnego!

Do grzechów powszednich zalicza się takie rzeczy jak złe myśli, złe motywy, okazywanie zdenerwowania, itd. Są to rzeczy, które niekoniecznie muszą prowadzić do "popełnienia rzeczywistego grzechu", ale mimo to są same w sobie grzechami, które należy w jakiś sposób wykorzystać.


CO MÓWI BIBLIA?


Biblia nie czyni żadnego rozgraniczenia pomiędzy grzechami śmiertelnymi i powszednimi w istocie nie ma czegoś takiego jak grzech powszedni. Każdy grzech jest grzechem śmiertelnym! Jest to prawda, że niektóre grzechy są gorsze od innych, ale jest również prawdą, że wszystkie grzechy, jeżeli nie zostaną przebaczone przynoszą śmierć dla duszy. Biblia mówi po prostu - "zapłatą za grzech jest śmierć" (Rzym 3,23). A Ezechiel mówi: "Dusza, która grzeszy umrze" ( Ezch.18,4). Jakub mówi, że "Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego". (Jak. 2,10).

Nie należy tego rozumieć w ten sposób, że osoba, która popełni grzech jeden staje się winna popełnienia wszystkich innych najrozmaitszych grzechów, lecz że nawet jeden grzech nie objęty zadośćuczynieniem zamyka tej osobie całkowicie dostęp do nieba i skazuje ją na karę w sposób równie nieuchronny, jak to, że jeden fałszywy krok wspinacza wysokogórskiego powoduje, że spada w ścielącą się pod nim głębię i ginie roztrzaskany na skałach.

W świetle tych biblijnych stwierdzeń, podział grzechów na powszednie i śmiertelne jest absurdem. W istocie sam fakt klasyfikowania grzechów na "większe i mniejsze" jest sam w sobie nienormalny. Rzym wydaje się mówić: "te grzechy są naprawdę ciężkie, ale tamte? Można sobie pozwolić na popełnienie kilku takich grzechów bez zbyt przykrych konsekwencji".


SPOWIEDŹ


System katolicki staje się naprawdę skomplikowany, gdy zaczynamy się przyglądać w jaki sposób można się według niego oczyścić od grzechów śmiertelnych i powszednich. Grzech śmiertelny sprowadza dwojakiego rodzaju karę: - wieczną (w piekle na zawsze) i przemijającą (w czyśćcu). Wieczną karę anuluje bądź to chrzest, bądź spowiedź przed księdzem.

Katechizm wydany w Baltimore definiuje spowiedź w następujący sposób. "Spowiedź jest to wyznanie naszych grzechów uprawnionemu księdzu w celu otrzymania przebaczenia". Ważnymi słowami są tutaj "uprawnionemu księdzu". I aby spowiedź była ważna musi zostać wysłuchana, osądzona i musi w ślad za nią iść posłuszeństwo w wypełnieniu pokuty wyznaczonej przez uprawnionego księdza, takiej jak: dobre uczynki, modły, post, powstrzymywanie się od pewnych przyjemności, itd."

Pokutę można określić jako karę, której podlega osoba okazująca skruchę za popełnione grzechy, wyznaczoną przez księdza. Zazwyczaj jest to bardzo lekka kara. Katechizm wydany w Nowym Jorku mówi: "muszę wyznać swoje grzechy księdzu, aby dał mi rozgrzeszenie (inaczej, odpuszczenie grzechów)". Osoba, która zataja grzech śmiertelny w czasie spowiedzi popełnia ogromne świętokradztwo i musi powtórzyć swoją spowiedź.


ROLA KSIĘDZA


Prawo kanoniczne 888 mówi: "Ksiądz musi pamiętać o tym, że wysłuchuje spowiedzi jako sędzia" Książka "Instrukcja dla niekatolików" mówi: "Ksiądz nie musi prosić Boga o odpuszczenie twoich grzechów. Ksiądz sam ma moc to uczynić w imieniu Chrystusa. Twoje grzechy zostają odpuszczone przez księdza, w ten sam sposób, jak gdyby ukląkł przed Jezusem Chrystusem i wyznał je Jemu samemu. "Ksiądz przebacza winę grzechu śmiertelnego, co ratuje grzesznika przed pójściem do piekła, ale nie może odwrócić od niego kary należnej za ten grzech i dlatego grzesznik musi zadość uczynić za niego dobrymi uczynkami wyznaczonymi przez księdza.

Przychodzący do spowiedzi może być i zazwyczaj jest, dodatkowo wypytywany przez księdza, tak aby umożliwić mu dokonanie pełnej i prawidłowej spowiedzi. Podkreśla on przy tym, że każdy nie wyznany grzech nie dostępuje odpuszczenia, każdy grzech śmiertelny nie wyznany w szczegółach nie zostaje odpuszczony i że pominięcie nawet jednego grzechu (śmiertelnego) może unieważnić całą spowiedź.

Każdy katolik ma obowiązek pod sankcją popełnienia grzechu śmiertelnego, przynajmniej raz do roku pójść do spowiedzi (aczkolwiek za bardziej zadawalającą uważa się spowiedź co miesięczną). Lecz nawet gdy grzesznik otrzymał już przebaczenie, to i tak duża, choć nieznana porcja kary pozostaje do odcierpienia w czyśćcu.

Technicznie biorąc, grzechy powszednie nie muszą być wyznawane, gdyż są one stosunkowo lekkie i można je wymazać przez dobre uczynki modlitwy, ostatnie namaszczenie itd., lecz reguły są tutaj bardzo elastyczne i pozostawiają księdzu znaczną swobodę decydowania. Generalnie zaleca się wyznawanie również grzechów uznawanych za powszednie, gdyż jedynie ksiądz jest w stanie ocenić, które grzechy są śmiertelne, a które powszednie.

Katechizm wydany w Baltimore stwierdza: "Jeżeli od czasu ostatniej spowiedzi nie popełniliśmy żadnego grzechu śmiertelnego, to powinniśmy wyznawać popełnione grzechy powszednie lub ponownie wyznać jakiś grzech wyznawany już podczas ostatniej spowiedzi, a z powodu którego ponownie odczuliśmy żal, w celu otrzymania rozgrzeszenia od księdza". Jaką szansę ma biedny grzesznik wobec takiego systemu? Dla przykładu podam relację zaprzyjaźnionego pastora, który został wychowany w wierze katolickiej. Jego starszy brat każdego tygodnia przychodził do spowiedzi i wyznawał ten sam grzech temu samemu księdzu i otrzymywał tę samą pokutę. Ta procedura potwierdzała się każdego tygodnia, miesiąc za miesiącem i trwała lata. Pewnego razu będąc w podróży poza domem postanowił nie łamać ustalonego zwyczaju cotygodniowego spowiadania się i odwiedził kościół katolicki w mieście, w którym zatrzymał się. Przystąpił do konfesjonału i wyznał ten sam grzech, tym razem innemu księdzu. Rozpoczął od słów: "Przebacz mi Ojcze ponieważ zgrzeszyłem" i zaczął wyznawać lecz tym razem doznał szoku, gdy usłyszał: "Ale mój synu, to nie jest grzechem!" Brat mojego przyjaciela pośpiesznie opuścił kościół i od tego czasu jego noga nie stanęła w żadnym innym kościele.


PODŁOŻE HISTORYCZNE


Na próżno szukalibyśmy w Biblii jakiegoś słowa na potwierdzenie doktryny katolickiej spowiedzi. Nie da się również znaleźć jakiegoś formalnego usankcjonowania tej spowiedzi lub znaleźć potwierdzenia; że była ona generalnie praktykowana przez pierwsze tysiąc lat ery chrześcijańskiej. Ani jednego słowa nie ma w pismach wczesnych ojców kościoła na temat wyznawania grzechów księdzu lub komukolwiek innemu, oprócz samego Boga.

Forma tajnej spowiedzi praktykowana w kościele ani razu nie jest wymieniona w pismach Augustyna, Orygenesa, Nestoriusza, Tertuliana, Chryzostoma czy Atanazego - wszyscy oni i jeszcze wielu innych żyli i umarli nie pomyślawszy prawdopodobnie nawet o pójściu do spowiedzi. Uważano, że nikt inny jak sam Bóg godzien jest wysłuchiwać spowiedzi i udzielać przebaczenia. Po raz pierwszy spowiedź na zasadzie dobrowolności wprowadzona została do kościoła w V wieku na podstawie upoważnienia wydanego przez Leona Wielkiego. Lecz dopiero za papieża Innocentego III na IV Soborze Laterańskim w 1215 r. wprowadzono obowiązkową spowiedź tajną dla wszystkich katolików - każdy katolik musi odtąd przynajmniej raz na rok wyspowiadać się przed księdzem, aby otrzymać rozgrzeszenie. Kto nie stosuje się do tego nakazu, uznany zostaje winnym popełnienia grzechu śmiertelnego i wiecznego potępienia w piekle.


CZY KSIĄDZ MOŻE ODPUSZCZAĆ GRZECHY?


Pismo Święte uczy, że "tylko Bóg może odpuszczać grzechy" (Mar.2,7), "Syn Człowieczy ma moc na ziemi odpuszczać grzechy". (Mat.9,6).

Dr Zachello opowiada w ten sposób o swoich doświadczeniach z okresu gdy był księdzem w kościele Rzymskokatolickim: "Moje wątpliwości szczególnie trapiły mnie, gdy byłem w konfesjonale. Przychodzili do mnie, ludzie, klękali przede mną i wyznawali mi swoje grzechy. I ja, czyniąc znak krzyża dawałem im .obietnicę, że mam moc odpuszczania im ich grzechów. Ja, grzeszny człowiek, przyjmowałem rolę Boga. Oni łamali prawa ustanowione przez Boga, nie przeze mnie. Wobec tego Bogu powinni się spowiadać i jedynie do Niego modlić się o odpuszczenie "swoich grzechów". Jedynym miejscem w Biblii, w którym jest mowa o wyznawaniu grzechów komukolwiek poza Bogiem jest List Jakuba: "Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni". (5,16). Jest oczywistym, że Pan miał tu na myśli to, co powiedział w Objawieniu rozdział 1, że "uczynił nas rodem królewskim, kapłanami Boga i Ojca Swojego" (wiersz 6). Piotr nazywa kościół "rodem wybranym." królewskim kapłaństwem". (1Ptr.2,9). Możecie wierzyć temu lub nie, ale każda wzmianka w Nowym Testamencie na temat kapłanów jako wyznawców Chrystusa jest zawsze w kontekście, z którego wynika, że wszyscy prawdziwie wierzący są kapłanami, a nie jakaś wybrana elita. Dlatego Jakub mógł powiedzieć, że powinniśmy wyznawać grzechy "jedni drugim".

Katolicy bardzo lubią cytować fragment w Ewangelii Jana 20,23 dla udowodnienia, że księża mają moc "odpuszczania i zatrzymywania" grzechów. - "Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane". Moc odpuszczania i zatrzymywania grzechów została udzielona apostołom, jako zwiastunom Słowa Bożego, a nie jako kapłanom. Jak przed chwilą wykazałem, w nauce i doktrynie Nowego Testamentu nie ma żadnych chrześcijańskich "kapłanów" (tj. jako specjalnej grupy gdyż istnieje powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących chrześcijan - przyp. tłum.). Pastorzy - tak, diakoni - tak, apostołowie, prorocy, nauczyciele, ewangeliści - tak, lecz nie ma żadnej klasy kapłanów! Jezus powiedział swoim naśladowcom, że przez głoszenie Ewangelii otrzymują oni moc oznajmiania ludziom, że ich grzechy są im odpuszczone przez Boga (to jest tym, którzy przyjmą Ewangelię - przyp. tłum.). A jeśli jakaś osoba lub grupa nie przyjmie ich i przebaczenia jakie ofiarowują w imieniu Jezusa, to powiedziano im, żeby "otrząsnęli proch ze swoich nóg" na znak protestu przeciwko nim i żeby ostrzegli ich, że łatwiej będzie Sodomie i Gomorze w dzieci sądu niż im. (Mat.10,14.15). Innymi słowy, jeżeliby jakaś osoba nie przyjęła Ewangelii głoszonej jej przez apostołów, to mieli oni prawo powiedzieć tej osobie, że jej grzechy nie zostały przebaczone, gdyż odrzuciła ona jedyną możliwość zadośćuczynienia za jej grzechy ustanowioną przez Boga. "A kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi". (Łuk.10,16). Tą moc odpuszczania i zatrzymywania grzechów, wbrew temu co naucza Rzym, posiada każdy, który głosi prawdziwą Ewangelię zbawienia.


POKUTA


W systemie Rzymskokatolickim pokuta jest jednym z siedmiu sakramentów. Katechizm Baltimore określa pokutę jako "sakrament", na skutek którego grzechy popełnione przez daną osobę, po chrzcie zostają jej przebaczone, po udzieleniu jej rozgrzeszenia przez "Kapłana". Inny katechizm, wydany w Nowym Jorku stwierdza: "Kapłan naznacza mi pokutę, aby pomóc mi w odbywaniu doczesnej kary za popełnione przeze mnie grzechy. Powinienem wobec tego dokonywać innych aktów pokuty... oraz starać się o uzyskanie odpustów".

A w instrukcji dla osób nie należących do wyznania Rzymskokatolickiego czytamy: "... po dopełnieniu spowiedzi na ogół pozostaje pewna część kary za popełnione grzechy. Należy więc dokonać innych dodatkowych aktów pokutnych, aby wyjednać sobie zmniejszenie tej kary i uniknąć długiego przebywania w czyśćcu".


POKUTA JAKO SYSTEM UCZYNKÓW


Tu naprawdę mamy do czynienia że zbawieniem przez uczynki. Gdyż pokuta, jak uczy katechizm wiąże się z wyznaniem swoich grzechów kapłanowi i ze spełnieniem dobrych uczynków, co stanowi jedyny sposób, aby grzechy popełnione po chrzcie mogły zostać odpuszczone. W ten sposób Kościół Rzymski domaga się spełnienia uczynków pokuty, a w zamian gotów będzie udzielić odpuszczenia grzechów, zakładając przez to, że ofiara Chrystusa nie była wystarczającym zadośćuczynieniem za grzech i że musi być dodatkowo uzupełniona tymi dobrymi uczynkami. Lecz tego czego Bóg domaga się, to nie są akty pokuty lecz skruchy, czyli odwrócenia się od grzechu. "Niech bezbożny porzuci swoją drogę, a przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, gdyż jest hojny w odpuszczaniu. (Iz.55,7)

Na podstawie doktryny pokuty widoczne jest, jak lekki jest stosunek Rzymu do grzechu. Grzesznik otrzymuje przebaczenie na stosunkowo lekkich warunkach. Wyznacza mu się pewne zadanie do wykonania, zazwyczaj niezbyt trudne jak np. wyrecytowanie określonej liczby "Zdrowaś Mario". Wynik tego jest taki, że nie odczuwa on specjalnego niepokoju powracając do swoich grzesznych praktyk. Marcin Luter był zaszokowany, gdy przeczytał w Greckim Nowym Testamencie wydanym przez Erazma, że Jezus nie powiedział "uczyńcie pokutę" jak to było w tłumaczeniu Rzymskokatolickim, lecz "opamiętajcie się"


POKUTA A UPAMIĘTANIE SIĘ


Pokuta jest zupełnie czymś innym niż upamiętanie się, którego domaga się Bóg. Pokuta jest aktem zewnętrznym, upamiętanie się jest od wewnątrz czyli z serca. Pokutę wyznacza katolicki ksiądz, upamiętanie się jest dziełem Ducha Świętego. To czego Bóg domaga się od grzesznika, to nie jest karanie siebie za grzechy, lecz zmiana w sercu, rzeczywiste porzucenie grzechu widoczne w nowym sposobie życia, w posłuszeństwie wobec Bożych przykazań. Mówiąc lapidarnie, pokuta jest udawaniem upamiętnia. Jest to praca człowieka nad jego zewnętrznym ciałem: prawdziwe upamiętanie się jest pracą Boga w jego duszy. Boskie słowo nakazuje: "Rozdzierajcie swoje serca, a nie swoje szaty". (Joel2,13). Pokuta jest "rozdzieraniem szat - zewnętrzną formą nie zawierającą wewnętrznej rzeczywistości.

Chociaż rzymski katolicyzm naucza, że Chrystus zmarł za nasze grzechy to jednak również naucza, że Jego ofiara nie była wystarczająca i żeby uczynić ją skuteczną, musimy do niej dodać nasze cierpienia. Zgodnie z tym nauczaniem wielu próbowało zasłużyć na zbawienie przez post, praktykowanie rytuałów, biczowanie i różne dobre uczynki. ale ci, którzy próbowali iść tą drogą zawsze stwierdzali, że nigdy nie da się uczynić dostatecznie wiele, aby zasłużyć na zbawienie. Dr C. D. Cole mówi: "Katolicyzm Rzymski jest skomplikowanym systemem zbawienia w czyśćcu lub przez dobre uczynki. Oferuje on zbawienie na warunkach spłat ratalnych, przy czym jest to tak pomyślane, żeby biedny grzesznik miał zawsze zaległości w spłatach i żeby w momencie jego śmierci pozostał mu dług do spłacenia. Jego spłatę musi kontynuować w czyśćcu przez swoje cierpienia lub dopóki nie zostanie on spłacony przez modlitwy, jałmużnę i cierpienia jego żyjących krewnych i przyjaciół. Cały ten system domaga się zasług i ofiar pieniężnych od kołyski, aż do grobu, a nawet jeszcze dłużej. Niewątpliwie mądrość, która wymyśliła taki system zbawienia nie pochodzi z góry.


KATOLICKA NAUKA NA TEMAT DOBRYCH UCZYNKÓW


Dobre uczynki są oczywiście przyjemne Bogu i są niezbędne i ważne w życiu chrześcijanina. Przychodzą one w naturalny sposób w ślad za prawdziwą wiarą i są spełnione w miłości dla Boga oraz wdzięczności za tak wielkie zbawienie, które On zgotował. Dobre uczynki nie są wobec tego przyczyną lub podstawą zbawienia, lecz są raczej owocem i potwierdzeniem zbawienia. - "Zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego (Tyt. 3,5) Nowonarodzony chrześcijanin wydaje z siebie dobre uczynki tak samo naturalnie jak winorośl wydaje winne grona. Są one po prostu częścią jego natury. On spełnia je, nie po to żeby zostać zbawionym, lecz dlatego, że jest zbawiony.


ZBAWIENIE PRZEZ ŁASKĘ


Laska właśnie dlatego, że jest łaską, nie jest udzielana na podstawie odniesionych zasług. W żaden sposób nie można sobie wyobrazić, żeby czyjeś dobre uczynki mogły być właściwym ekwiwalentem za błogosławieństwo życia wiecznego. Ale ludzie na skutek przyrodzonej pychy, w sposób naturalny odczuwają, że powinni zasłużyć na swoje zbawienie i pociąga ich wobec tego system, który w jakiś sposób to uwzględnia. Lecz Paweł przykłada siekierę do takiego rozumowania, gdy mówi: "Gdyby bowiem został nadany zakon który może ożywić, usprawiedliwienie byłoby istotne z zakonu". (Gal. 3,21)

Po wielokroć razy pismo Święte. powtarza, że zbawienie jest z łaski, jak gdyby w przewidywaniu, że ludzie będą mieli trudności w pogodzeniu się z faktem, że nie są w stanie na nie zasłużyć. Sobór Trydencki przeciwstawiając się doktrynie reformacji o usprawiedliwieniu przez wiarę, a broniąc swojej doktryny pokuty, ogłosił: "Jeżeli ktokolwiek będzie głosił, że ludzie dostępują usprawiedliwienia wyłącznie przez uznanie sprawiedliwości Chrystusa... niech będzie przeklęty. Almanach katolicki stwierdza: "Pokuta jest niezbędna do zbawienia... i została ustanowiona przez Chrystusa dla odpuszczenia grzechów". Współczesna nauka kościoła jest z tym całkowicie zgodna. Wiele rzeczy potrzebnych jest do zbawienia, a wszystkie one ze sobą współdziałają wiara, chrzest, eucharystia, spełnianie dobrych uczynków i jeszcze inne. Odkupienie to jedna rzecz, ale wiele jest do uczynienia z naszej strony.

W broszurce opublikowanej w 1967 r. z podtytułem "My musimy również zadośćuczynić" mówi się "nawet chociaż zadośćuczynienie Chrystusa było kompletne i uniwersalne, to jednak dorośli chrześcijanie mają obowiązek naśladowania swojego cierpiącego Mistrza i dawać osobiste zadośćuczynienie za swoje grzechy przez spełnianie dobrych uczynków". Ale apostoł Paweł w swoim arcydziele na temat usprawiedliwienia przez wiarę mówi: "Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią Jego, będziemy przez Niego zachowani od gniewu" (Rzym. 5,9). "Uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość. A gdy kto spełnia uczynki, zapłaty za nie, nie uważa się za łaskę, lecz za należność. Gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość". (Rzym. 4,3-5),

Jakże znamienna jest wymowa faktu, że doktryna usprawiedliwienia przez wiarę została tak uwydatniona właśnie w liście do Rzymian jako, że Rzym został później siedzibą papiestwa! List ten brzmi jak mocny i nieustanny protest przeciwko błędom Kościoła Rzymskiego.


PEWNOŚĆ ZBAWIENIA


Pierwszą konsekwencją doktryny pokuty (jak również doktryn o czyśćcu i odpustach) jest to, że katolik, chociaż ochrzczony i bierzmowany, nigdy nie może posiąść tej pewności zbawienia oraz tego poczucia duchowego bezpieczeństwa, które jest takim błogosławieństwem prawdziwego chrześcijanina. W stopniu zależnym od swojej duchowej wrażliwości osoba związana z religią uczynkową wie, że nie cierpiała tyle, na ile związana jest przez swoje grzechy i że nigdy przez swoje cierpienia nie zasłuży na zbawienie. Umierający katolik, uczyniwszy wszystko cokolwiek był w stanie uczynić i po tym jak dokonano nad nim ostatnich obrzędów, słyszy, że i tak musi iść do czyśćca. Będzie tam musiał wycierpieć niewiadome tortury i nie ma żadnej pewności co do tego, jak będą one długo trwały. Zapewni się go jednak, że jeżeli jego krewni będą modlić się za niego, za jego duszę i przeznaczą odpowiednią ilość pieniędzy na zapalenie świec i odprawienie mszy w jego intencji, to jego cierpienia zostaną w jakiejś mierze skrócone. O, jakimż kontrastem jest śmierć prawdziwie wierzącego, który ma pewność, że idzie wprost do nieba, do bezpośredniej bliskości Chrystusa! (Fil.1,23). Jakimże błogosławieństwem jest prawdziwa wiara chrześcijanina zarówno w trakcie jego życia, jak i szczególnie podczas śmierci.

Sobór Trydencki nałożył nawet klątwę na tego, kto odważył by się powiedzieć, że uzyskał pewność zbawienia, albo że cała kara należna za grzech zostaje przebaczona razem z tym grzechem. Taką pewność określa się jako iluzję i owoc grzesznej pychy. Rzym utrzymuje swoich poddanych w ciągłym strachu i niepewności. Nawet w momencie śmierci, po udzieleniu ostatniego namaszczenia i po odmówieniu tysięcy pacierzy różańcowych "za spokój duszy", ksiądz i tak nie może dać zapewnienia, że umierający zostaje zbawiony. Nigdy nie może być "dostatecznie dobrym" i trzeba najpierw odsłużyć karę - okres w więzieniu czyśćcowym w celu oczyszczenia się od grzechów powszednich, zanim zostanie się dopuszczonym do niebiańskiego miasta. Nikt nie może być naprawdę spokojny. W duchowym świecie króluje stan wątpliwości i niepewności przez całe jego życie i towarzyszy mu aż do samego grobu. Lecz Bóg chce naszego zbawienia i zgodnie z Biblią, Duch Święty może wlać w nas pewność, że zostaniemy zbawieni gdy mamy prawdziwą wewnętrzną więź z Synem Bożym. (Jan 5,19.20) Ale w katolicyzmie Rzymskim, na zbawienie trzeba pracować i drogo za nie płacić i po tym jak katolik wykona wszystko co mu ksiądz nakaże, to i tak nie wie czy je osiągnął czy nie. A za tym wszystkim stoi jeszcze przekleństwo Soboru Trydenckiego przeciwko tym, którzy twierdzili, że mają pewność zbawienia. Stąd nigdzie nie da się znaleźć katolika, wiernego nauce swojego kościoła, który cieszyłby się z prawdziwej pewności życia wiecznego.


KONKLUZJA


Już z tego powierzchownego spojrzenia na doktryny o grzechach śmiertelnych i powszednich, spowiedzi, pokucie i o czyśćcu widać, że Kościół Rzymskokatolicki skonstruował jeden z najbardziej nie biblijnych systemów doktrynalnych, jakie kiedykolwiek uznawane były za "chrześcijańskie". System ten przez całe wieki wnosił w życie milionów istnień ludzkich strach, udrękę i religijne niewolnictwo i w dalszym ciągu dręczy miliony ludzi nieświadomych biblijnej drogi zbawienia. Nazwać taki system jedynie "kultem" znaczyłoby zaliczyć go do tej samej pojemnej kategorii, obejmującej różne religie i pseudo religie grasujące obecnie po naszych uczelniach wyższych i ulicach i podchwytujące w swe sieci wielu, niczego nie podejrzewających młodych ludzi.

Nie Kościół, Rzymski, to nie kult, to imperium. Ma ono swego władcę, swoje prawa i swoich poddanych. To imperium nie ma granic, lecz obejmuje cały glob ziemski i ma oczy zwrócone na każdego, kto nie wyznaje mu swojej uległości. Nazywa ona członków innych wyznań "odłączonymi braćmi" i stawia sobie za cel przyprowadzenie ostatecznie każdego pod swój sztandar. Wiem, że wielu pozostanie nie przekonanych tymi artykułami, ani też innymi publikacjami i nie zgodzą się z konkluzją tu zawartą. Są oni pod wpływem tego, co ostatnio słyszeli na temat ruchu charyzmatycznego wśród katolików. Wielu ewangelików, (a szczególnie charyzmatyków) pasjonuje się doniesieniami o tym, że katolicy mówią językami, tańczą w Duchu, zgromadzają się na nocne spotkania radości i uwielbiania, a nawet odprawiają "Msze charyzmatyczne". Usta, które odważnie wypowiadały się przeciwko kościołowi Rzymskiemu umilkły z biegiem czasu. Nie jest już w modzie nazywać papieża antychrystem, a kościoła katolickiego "nierządnicą babilońską". Obecni protestanci w naiwności swojej uwierzyli, że "nasze różnice nie są tak wielkie". Ale on tego właśnie chce, żebyśmy w ten sposób myśleli.





Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML Copyright (c) 2001 Czytelnia Chrześcijanina