Jak odzyskać i zachować jedność

To gdybyśmy wiedzieli! Chodzi przecież o odwieczną bolączkę Kościoła, o najbardziej kłopotliwy i żenujący problem, z jakim boryka się on na przestrzeni całej swojej historii. Liczni słudzy Boży nawoływali do jedności, a często podawali także najróżniejsze recepty na uleczenie jej braku, ale bez widocznego skutku. Czy możemy jeszcze mieć nadzieję na zmianę istniejącego stanu rzeczy? - Możemy i musimy, gdyż stan docelowy Kościoła charakteryzują słowa "Aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary…" (Ef.4:13). "Kościół pełen chwały" (Ef.5:27) to z pewnością nie "rozdzielony Chrystus" (1Ko 1: 13) lecz "jedno ciało" (1Kor.10:17; 12:12). Boża chwała, którą Jezus otrzymał od Ojca i nam przekazał, polega na tym, "aby wszyscy byli jedno", "aby byli jedno" i "aby byli doskonali w jedności" (Jn.17:21-23). Nie może więc być mowy o pełnym powrocie Bożej chwały, dopóki Kościół jest skłócony i uwikłany w wewnętrzne spory.

Mamy za sobą długą historię sporów i podziałów, a także najróżniejszych wysiłków na rzecz przeciwdziałania im. Zamiast jednak roztrząsać te zaszłości, przyjrzyjmy się okolicznościom, które były pierwszymi objawami tego schorzenia jeszcze w czasach apostolskich, nade wszystko zaś ich biblijnej ocenie i wskazówkom, przytoczonym w Słowie Bożym w związku z tymi objawami, gdyż wskazówki te zawierają, jak zobaczymy, niezmiernie ważne i skuteczne środki zaradcze przeciwko tej fatalnej chorobie niejedności.

Jak wiemy, rzecz miała miejsce w Koryncie i zajmuje się nią w swoim pierwszym liście do tamtejszego zboru apostoł Paweł. Domownicy Chloi powiadomili go mianowicie, że w zborze tym wynikły spory. Zaczęło się od tego, że usługiwali tam różni goście, a ich usługa spotykała się z niejednakowym przyjęciem (1Kor.1:11-12). Jednym najbardziej przypadało do gustu nauczanie Pawła, innym Apollosa, jeszcze innym Kefasa. Byli też tacy, którzy mieli jakieś zastrzeżenia do nich wszystkich i chcieli trzymać się tylko nauki samego Chrystusa.

Nie jest nic złego w tym, że do kogoś łatwiej docierają argumenty jednego człowieka, a do kogoś innego człowieka. Że komuś bardziej odpowiada osobowość, styl nauczania, wybór tematów itd. jednego nauczyciela, a komuś innego. Problem pojawia się, kiedy temu zróżnicowaniu upodobań i preferencji zaczyna być nadawane szersze znaczenie, kiedy słuchacze zaczynają przeciwstawiać sobie wypowiedzi poszczególnych nauczycieli, widzieć w nich sprzeczności, a sami siebie zaczynają utożsamiać z nauczaniem jednego z nich oraz widzą się być w opozycji do nauczania pozostałych.

To właśnie zaistniało w zborze korynckim. Jedni deklarowali się jako zwolennicy Pawła, inni Apollosa, jeszcze inni Kefasa, a tylko niektórzy jako zwolennicy Chrystusa. Gdyby Paweł w swoim liście nie przeciwstawił się zdecydowanie tym tendencjom i nie podał środków zaradczych, nastąpiłby etap trzeci: odwiedzając po jakimś czasie Korynt znalazłby przy którejś ulicy Kościół Pawłowców, może trochę dalej od centrum miasta Kościół Apollosa, gdzieś na przedmieściu Kościół Kefasa, a jeszcze gdzie indziej Kościół Chrystusowy.

Paweł kategorycznie odciął się od tych praktyk i powiedział w niewybrednych słowach, co o tym sądzi, przekazał także zwięzłą lecz bardzo treściwą naukę, pozwalającą uniknąć takich zjawisk na przyszłość. Koryntianie przyjęli zapewne jego wskazówki, gdyż nie doszło do takiego rozdarcia tamtejszego zboru. W późniejszych wiekach jednak, podobnie jak inne Pisma, wskazówki Pawła poszły w zapomnienie, czego rezultatem jest dzisiejszy barwny pejzaż "kościołów" o najróżniejszych cechach, doktrynach, ustrojach i nazwach. Jeśli jednak traktujemy na serio sprawę odnowy, to wrócić musimy także i w tej kwestii do nowotestamentowego źródła: nauki Chrystusa i apostołów.

Przyjrzyjmy się więc, jak apostoł Paweł na ten problem w Koryncie zareagował, jaką postawił diagnozę i jakie przepisał lekarstwo. Przede wszystkim raz jeszcze przedstawia istotę ewangelicznego zwiastowania, przeciwstawiając moc krzyża mądrości ludzkiej (1Kor.1:18-31) oraz objawienie Ducha mentalności człowieka zmysłowego (1Kor.2:1-16). Biorąc pod uwagę związek tych fragmentów z omawianymi sporami, dojść musimy do wniosku, że apostoł widział ich przyczynę w niepełnym przeobrażeniu Koryntian przez moc krzyża, w ich niedostatecznym pojmowaniu mądrości Bożej i w ich pozostawaniu pod wpływem ludzkiego, zmysłowego sposobu rozumowania i postępowania.

Bardzo jasno widać to z następnych wierszy, w których przechodzi bezpośrednio do postawienia diagnozy zaistniałego stanu (1Kor.3:1-4).

Jest ona bardzo jednoznaczna i apostoł powtarza ją aż cztery razy:

Jesteście cieleśni! "Czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie?" Stąd biorą się spory, kłótnie i podziały: z cielesności. W całkowitym kontraście do oficjalnych uzasadnień, przedstawianych zwykle przy podziałach, które zawierają z reguły obfitość głęboko duchowych argumentów.

Z prostotą tej diagnozy wiąże się równie prosta terapia: Aby uniknąć sporów i podziałów trzeba przestać być cielesnym. Trzeba porzucić ludzki, zmysłowy sposób myślenia, a pogrążyć się w mądrości Bożej oraz stosować na bieżąco moc krzyża. Trzeba pozostawać bez przerwy w Chrystusie, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą (1Kor.1:24, 30). Pozostający w Chrystusie tworzą jedno ciało, nie ma więc między nimi podziałów, gdyż Chrystus nie jest rozdzielony (w. 13). Jeśli diagnoza postawiona przez Pawła jest trafna i prawdziwa, a musi taką być, skoro znajduje się w Słowie Bożym, oznacza to, że ludzie duchowi i dojrzali nie kłócą się i nie dzielą.

Czy nie jest to gruba przesada? Znamy przecież wielu denominacyjnych wierzących, których cenimy jako dojrzałych braci w Chrystusie, którzy jednak tkwią na swoich poletkach i ani myślą jednoczyć się z sobą ani z nami w jakiś "kościół przebudzenia". Nawet wśród gorących zwolenników i głosicieli przebudzenia widzimy różne tendencje i trudno by nam było pracować razem ze wszystkimi. - Wydaje się to słuszne, a jednak argumentem tym nie uda nam się obalić biblijnego rozpoznania Pawła. Stan nasz w świetle tego rozpoznania świadczy raczej o tym, że mimo dużego doświadczenia (rzeczywistego lub domniemanego) nie doszliśmy jeszcze do jedności wiary i nie dorośliśmy do wymiarów pełni Chrystusowej (Ef.4:13), gdyby bowiem tak było, nie mielibyśmy kłopotów z tym, co Biblia jednoznacznie przypisuje cielesności. Musimy więc przyjąć ten osąd Słowa i w obliczu problemów z jednością przyznać Pawłowi rację i uznać, choć to przykre, swój dziecięcy i cielesny stan.

Z drugiej jednak strony diagnoza Pawła zawiera element bardzo pozytywny i optymistyczny. Wynika z niej bowiem, że nie ma obiektywnego problemu duchowego jedności. Inaczej mówiąc, brak jedności i trudności z jej osiąganiem i utrzymywaniem nie są jakimś nieuleczalnym, chronicznym schorzeniem chrześcijaństwa, wobec którego bylibyśmy bezradni i musielibyśmy się z nim pogodzić. W świetle diagnozy Pawła biblijna jedność duchowa jest w pełni osiągalna, w pełni zawarta w tych środkach, jakie lud Boży otrzymał w ramach nowego życia w Chrystusie. Możemy więc zaniechać odwiecznego zamartwiania się brakiem jedności i chwalić Pana, wiedząc, że na drodze do męskiej doskonałości, do wymiarów pełni Chrystusowej, którą idziemy i którą musimy przejść aż do celu, znajduje się pełne rozwiązanie także i tego problemu.

Postawiwszy swoją diagnozę problemu Paweł nie poprzestaje na tym, lecz analizuje problem szczegółowo i daje szereg konkretnych wskazówek, mających zażegnać niebezpieczeństwo podziału i uchronić przed nim na przyszłość. Nie jest to jakaś dodatkowa kuracja, lecz konkretyzacja terapii już przepisanej. W swoich uwagach Paweł wskazuje, na czym polega cielesność dzielących się i jakich postaw i poczynań należy unikać, aby zapobiec tego rodzaju sporom i podziałom. Ujmując sprawę od drugiej strony, wskazuje na to, co powinno się zmienić w ich postawie i postępowaniu, aby mogły być uznane za duchowe i aby przyczyniały się do wzajemnego zrozumienia, zgody i jedności. Poniżej poruszymy w skrócie poszczególne myśli i wnioski Pawła.

  1. Pracownicy współdziałają i uzupełniają się (1Kor. 3: 5-9)
    "Bo któż to jest Apollos? Albo któż to jest Paweł? Słudzy, dzięki którym uwierzyliście, a z których każdy dokonał tyle, ile mu dał Pan" (w. 5). Cielesność toczących spory polegała w pierwszej kolejności na tym, że zamiast widzieć poszczególnych pracowników jako sług Bożych, usługujących im z polecenia Pana Jego dobrami duchowymi, koncentrowali się na pewnych różnicach pomiędzy nimi i przeciwstawiali sobie wzajemnie ich usługę. Zamiast poszukiwać w niej elementów wspólnych, konstruktywnych i wzajemnie się uzupełniających, wyszukiwali elementy pozornie sprzeczne. Nie dostrzegali, że każdy z usługujących ma nieco odrębną funkcję, odpowiedzialny jest za inny fragment nauczania i pracy i dlatego nie mogą mówić tego samego ani kłaść nacisku na to samo. Nie dostrzegali, że mimo tych specyficznych zadań wszyscy służą jednemu Panu i współdziałają we wspólnym zadaniu wznoszenia Bożej budowli, uprawiania Bożej roli.
  2. Wszyscy budują na tym samym fundamencie (1Kor. 3: 10-11)
    "Według łaski Bożej, która mi jest dana, jako mądry budowniczy założyłem fundament, a inny na nim buduje. Każdy zaś niechaj baczy, jak na nim buduje" (w.10). Cielesność toczących spory przejawiała się także w przeoczaniu faktu, że jest wspólny fundament i nie można założyć innego. Są wprawdzie także ludzie, którzy nie uznają tego fundamentu i budują na czym innym, a nie na Chrystusie, ale nie to było przedmiotem sporu w Koryncie i nie o takich ludziach mówi Paweł, więc i my możemy ten przypadek pominąć. Skoro fundamentem jest jedynie Chrystus, nie można do fundamentu wstawiać nic innego, w szczególności nauczania żadnego człowieka, choćby jego zwiastowanie miało nieocenioną wartość. Jakakolwiek usługa musi więc być widziana jako budowanie na fundamencie, którym jest Chrystus, co od razu wyklucza jakiekolwiek podziały. Nawet Paweł, który był założycielem tego fundamentu w Koryncie, gdyż pierwszy dotarł tam z ewangelią, odrzuca wszelkie próby umieszczania go w tym fundamencie i obstaje przy traktowaniu go na równi z innymi usługującymi. (1Kor.1:13-17).
  3. Jakość pracy każdego sługi objawi przyszłość (1Kor. 3: 12-15)
    "A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy, to wyjdzie na jaw w jego dziele" (w. 12-13a). Kolejny fragment wskazuje wyraźnie, że nie wszyscy słudzy wykonują pracę tej samej jakości. Wyniki jednych okażą się cenne i trwałe, innych natomiast marne i zniszczalne. To samo zresztą dotyczy także odbiorców usługi, chrześcijan "szeregowych". Jedni i drudzy są dziećmi Bożymi i są zbawieni, a jednak rezultaty ich działań mogą być bardzo różne. - Czy wobec tego nie jest wskazane dokonywanie ocen i segregowanie, jak chcieli robić to Koryntianie? Pomogłoby to przecież ustrzec się przed budowaniem z drzewa, siana i słomy, a zapewnić budowanie ze złota, srebra i drogich kamieni! - Tego zdania byli niewątpliwie Koryntianie, a po nich przygniatająca większość wierzących aż do naszych czasów, ale nie był tego zdania apostoł Paweł ani Słowo Boże. Stwierdza ono, że jakość pracy wyjdzie na jaw dopiero w dniu Pańskim. Przejawem cielesności jest właśnie przekonanie, że trzeba dokonać oceny i rozstrzygnąć od razu, kategorycznie, aby ustrzec się od złych wpływów i… utrzymać jedność! Dlaczego Słowo Boże tego nie zaleca? Przede wszystkim dlatego, że jest to jednym ze sposobów budowania z drzewa, siana i słomy, jeśli nie jeszcze czymś gorszym. Są oczywiście także przypadki niewątpliwe, wilki w odzieniu owczym, psy, źli robotnicy, wrogowie krzyża Chrystusowego, ale problem polega na tym, że to, co w swojej cielesności uznajemy za niewątpliwe, jest w rzeczywistości zupełnie inne, a nasza nadgorliwość i pochopność może wyrządzić i z reguły wyrządza daleko więcej szkody niż pożytku.
  4. Coś jeszcze gorszego: niszczenie świątyni Bożej (1Kor. 3:16-17)
    "Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg" (w. 17a). Cielesna wojowniczość, stosowana w celach duchowych, wyrządza niewyobrażalne spustoszenia: niszczy świątynię Bożą. Niczego na tym fakcie nie zmienia okoliczność, że biorący się za takie działania kierują się właściwymi motywami: mają na uwadze dobro królestwa Bożego. Jeśli prócz właściwych motywów nie stosują też właściwych, duchowych środków, to zamiast chronić niszczą dzieło Boże, a także samych siebie. Jeśli bowiem należą do Chrystusa, to mimo swojej niedojrzałości są świątynią Bożą, toteż niszcząc świątynię Bożą, niszczą samych siebie. Pisząc te słowa Paweł nie czyni różnicy między usługującymi a odbiorcami usługi. Dotyczy to jednych i drugich. Zarówno ten, kto daje przyczynę do sporów i rozłamów, jak i ten, kto toczy spory i powoduje rozłamy, dokonuje niszczenia tego, co święte, naraża się więc na rzecz niewyobrażalnie okropną: "tego zniszczy Bóg" (w. 17). Słowa te wskazują, jak ogromnie poważną sprawą jest to, co na tym miejscu omawiamy. Po stwierdzeniu powyższych faktów apostoł przechodzi do konkretnych wskazówek: poleca skorygowanie pewnych przekonań lub też powstrzymywanie się od pewnych poczynań, będących wynikiem cielesności, a prowadzących do szkód i przyczyniających się do zagrożenia lub naruszenia jedności duchowej, mogących więc być przyczyną sporów lub podziałów. Wskazówki te wyrażają się pięcioma "nie", które kolejno krótko omówimy.
  5. Pierwsze "nie" - złudzenie własnej mądrości (1Kor. 3:18-20)
    "Niechaj nikt samego siebie nie oszukuje; jeśli komuś z was się wydaje, że jest na tym świecie mądry, niech się stanie głupim, aby się stać mądrym" (w. 18). Paweł nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że jeśli ktoś wdaje się w spory grożące rozłamem, wynika to stąd, iż posługuje się mądrością tego świata, a nie mądrością Bożą. Kto to robi, łudzi się tylko, że jest mądry i posiada wystarczające duchowe zrozumienie, aby dopomóc w rozwiązaniu jakiejś sprawy w królestwie Bożym, podczas gdy w rzeczywistości jego postępowanie jest w oczach Bożych głupstwem. Skąd ta pewność apostoła? Po prostu stąd, że obdarzeni prawdziwą mądrością Bożą nigdy tego nie zrobią, gdyż ich postępowanie będzie nacechowane owocami Ducha: miłością, łagodnością i opanowaniem. Mówi o tym w takim samym kontekście także apostoł Jakub (Jk 3: 13-18), a słowa jego pasują jakby ulał do wskazówek Pawła.
  6. Drugie "nie" - chlubienie się ludźmi (1Kor.3: 21-23)
    "A zatem niechaj nikt z ludzi się nie chlubi; wszystko bowiem jest wasze" (w. 21). Ludzka cielesność odznacza się z reguły ciasnotą umysłu, co przejawia się w postaci skłonności do budowania własnych grupkowych mini-królestewek i mini-księstewek, w których człowiek próbuje zaspokajać swoją pychę żywota, będąc mini-księciem pod władzą lokalnego mini-króla lub mini-papieża. Z braku innych obiektów dumy szczyci się wtedy osiągnięciami tego swojego mini-zwierzchnika, który w jego oczach urasta do rozmiarów duchowego olbrzyma. Ma to swoje obiektywne przyczyny, gdyż z reguły jest to człowiek, od którego dany mini-książę otrzymał i otrzymuje wiele dóbr duchowych. Cielesność powoduje jednak, że staje się on idolem, kimś niezastąpionym i nieomylnym, toteż wszelkie zjawiska duchowe postrzegane i oceniane są tylko poprzez osobę i nauczanie tego człowieka, a cały pozostały świat przestaje się liczyć, co jest przyczyną jednostronności i zastoju duchowego. Wskazówka Pawła jest niedwuznacznym apelem o rozszerzenie serc, o wyrwanie się z duchowego zaścianka i szerokie spojrzenie na duchową rzeczywistość i nieogarnięte bogactwa duchowe w Chrystusie. Choćby nawet zaścianek był opiekunem bardzo ważnych prawd duchowych, gdzie indziej zapomnianych, nie może to być powodem do zacieśnienia horyzontu do tych tylko prawd, a nie dostrzegania bogactwa i wszechstronności innych części i innych służb Kościoła, przeznaczonych do tego, aby wzbogacać wszystkich. Wbrew odczuciom takiego mini-księcia należy bowiem do niego nie tylko jego idol, lecz w równej mierze także wszyscy pozostali usługujący całego Kościoła z wszelkim bogactwem ich łącznego zrozumienia i doświadczenia, ponadto zaś takie nieogarnięte dobra jak świat, życie, śmierć, teraźniejszość czy przyszłość. Pokazuje to, jak strasznie zubożają samych siebie ci, którzy zamykają się w swoich mini-księstwach. Zubożenie to widoczne jest także w tym, że są wtedy poddanymi swojego mini-zwierzchnika, podczas gdy w oczach Bożych przeznaczeni są do tego, by być bezpośrednimi poddanymi Chrystusa, którego głową jest Bóg.
  7. Pracownicy są odpowiedzialni przed Bogiem (1Kor.4:1-4)
    "Tak niechaj każdy myśli o nas jako o sługach Chrystusowych i o szafarzach tajemnic Bożych" (w. 1). Obowiązkiem usługujących jest wierne wywiązywanie się ze zleconego im przez Pana szafarstwa, a nie gromadzenie wokół siebie zwolenników i adoratorów ani też zakładanie wśród nich swojego mini-królestwa. Ci, którzy czynią to pierwsze, otrzymają nagrodę. Ci, którzy czynią to drugie, naruszają jedność i powodują rozłamy, a przez to niszczą świątynię Bożą. Wątpliwym usprawiedliwieniem jest to, że wielu wbrew własnym intencjom, chcąc jak najlepiej wywiązać się z szafarstwa i ochronić powierzone im przez Pana dobra, zbudowało w tym celu własne mini-królestwa. Nieraz jednak istotnym czynnikiem jest także postawa odbiorców usługi duchowej, którzy do tego zachęcają lub nalegają, by usługujący to właśnie robili. Apostoł Paweł zdaje sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności wyłącznie przed Bogiem i stwierdza wprost, że ocena i osąd odbiorców jego usługi lub jakichkolwiek innych ludzi nie ma dla niego żadnego znaczenia. Niestety postawa taka nie jest powszechna. Jakże często usługujący uwzględniają życzenia ludzi w takim stopniu, że zagraża to ocenie ich szafarstwa w oczach Bożych!
  8. Trzecie "nie" - przedwczesne osądzanie (1Kor 4: 5)
    "Przeto nie sądźcie przed czasem, dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc; a wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga." Do omówionych już wcześniej argumentów przeciwko pochopnemu zajmowaniu stanowiska w ocenianiu usługujących i w sprawach spornych dochodzi tutaj argument naszego ograniczonego wglądu w te sprawy. Nasza znajomość faktów jest bowiem zawsze ograniczona, nieraz mamy tylko informacje fragmentaryczne, a i te często są niesprawdzone i niepewne, zaś o wielu innych szczegółach po prostu nie wiemy, wiele danych pozostaje dla nas niedostępnych. Gdy przyjdzie Pan, ujawni wszystkie rzeczy ukryte, a ponadto także nieznane nikomu zamysły serc. Wtedy dopiero dostępny stanie się cały materiał dowodowy, umożliwiający wydanie właściwego i sprawiedliwego wyroku. Robienie tego już teraz, bez tych dowodów, jest nadużyciem i przejawem cielesności. Ale także i wtedy będziemy nie sędziami, lecz tylko świadkami oceny, której dokona Bóg.
  9. Czwarte "nie" - rozumienie ponad to, co napisano (1Kor.4: 6a)
    "A ja odniosłem to do siebie samego i do Apollosa przez wzgląd na was, bracia, abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano…" Chodzi tu niewątpliwie o posiadanie przekonań i wypowiadanie twierdzeń, które nie są zawarte w Słowie Bożym, lecz wynikają z niego rzekomo, są rzekomo streszczeniem czy też podsumowaniem nauki biblijnej. Właśnie ten uczynek jest najczęstszym powodem sporów i podziałów doktrynalnych, a wystrzeganie się go, czyli respektowanie tego biblijnego "nie" drastycznie ograniczyłoby liczbę takich sporów lub wyeliminowałoby je zupełnie. W istocie rzeczy bowiem wszystkie spory doktrynalne nie są sporami o treść Pisma Świętego, lecz o wykładnię tej treści czyli o coś "więcej ponad to, co napisano". - Jak ty to rozumiesz? - pyta jeden znawca Biblii drugiego przeczytawszy jakiś werset i po kilku zdaniach już się sprzeczają. W naszej codziennej pracy nie możemy wprawdzie uniknąć interpretowania tekstów Pisma Świętego, ale przedmiotem naszej wiary mogą być tylko te teksty, a nie nasze do nich interpretacje. Kiedykolwiek czynimy swój sposób rozumienia jakiegoś tekstu lub fragmentu nauki biblijnej obowiązującą normą, działamy w ramach swojego mini-królestwa, a nie w ramach królestwa Bożego. Postępowanie takie jest cielesnością i wywołuje spory i kłótnie, prowadzące do rozłamów.
  10. Piąte "nie" - wynoszenie się nad drugiego (1Kor.4: 6b)
    "...żeby nikt z was nie wynosił się nad drugiego, stając po stronie jednego nauczyciela przeciwko drugiemu." Wskazówka ta zawarta jest w tym samym zdaniu, co poprzednia, co zdaje się wskazywać na to, że jest ściśle związana z poprzednim "nie". Jeśli dwóch nauczycieli w różny sposób zinterpretowało to samo miejsce Pisma Świętego, do czego mieli prawo, o ile tylko ich interpretacje nie naruszyły jakichś innych niedwuznacznych stwierdzeń biblijnych, to łatwo może się zdarzyć, że jedni opowiedzą się za jedną z tych interpretacji, podczas gdy innym bardziej do przekonania trafi druga. Dojrzałość i duchowość poszukałaby wspólnego mianownika i okazji do wzbogacenia się przez wykorzystanie obu tych wykładni, dwóch różnych spojrzeń na to samo zagadnienie. Stan dziecięcy i cielesność natomiast prowadzą do zajęcia stanowiska po stronie jednej wykładni i jednego nauczyciela i zdecydowanego sprzeciwiania się drugiej wykładni i drugiemu nauczycielowi, a na dodatek do wynoszenia się nad tego nauczyciela i nad zwolenników jego wykładni, a nawet do lekceważenia, pomawiania i znieważania ich. Wpływ takiego postępowania na sprawę jedności jest oczywisty. Zaakceptowanie Pawłowego "nie" może wnieść uzdrowienie i harmonię, a ponadto może obie strony wzbogacić duchowo.
  11. Zarozumiałość nie ma żadnego uzasadnienia (1Kor.4:7-8)
    "Bo któż ciebie wyróżnia? Albo co masz, czego nie otrzymałbyś? A jeśli otrzymałeś, czemu się chlubisz, jakobyś nie otrzymał?" (w. 7). W każdym sporze rzuca się w oczy przekonanie uczestników sporu po obu stronach o własnej wyższości nad stroną przeciwną. W przekonaniu każdego z nich jego własne zrozumienie, jego argumenty i zajmowane przez niego stanowisko górują bezdyskusyjnie nad zrozumieniem, argumentami i stanowiskiem przeciwnika. Apostoł wskazuje na to, że przekonanie takie nie ma żadnego obiektywnego uzasadnienia, a ten, kto je w sobie żywi, zdradza przez to tylko swoją cielesność. Nawet gdyby ktoś rzeczywiście górował pod jakimś względem, nie miałby powodu do żadnej chluby, gdyż wszystko, co wartościowego ma, otrzymał od Pana. Jeśli się chlubi i jest zadowolony z siebie, występuje jako mini-król, a nie członek ciała Chrystusowego. Myśli i działa na sposób ziemski, a nie Boży. Kto chce działać na rzecz jedności, musi porzucić taką postawę i zacząć działać w oparciu o obiektywne fakty i obiektywną ocenę samego siebie.
  12. Prawdziwi słudzy Boży cierpią dobrowolnie (1Kor.4: 9-13)
    "Aż do tej chwili cierpimy głód i pragnienie, i jesteśmy nadzy, i policzkowani, i tułamy się" (w. 11). Kończąc swoje nauczanie na temat jedności i przeciwdziałania rozłamom, apostoł podkreśla niezmiernie doniosły fakt. Bycie prawdziwym sługą Bożym jest największą ofiarą, jaką można złożyć. Apostołowie byli jakby na śmierć skazani, godzili się na pogardę, zniewagi, prześladowania, złorzeczenia. Byli omiecinami u wszystkich. Taka postawa w żadnym wypadku nie zagraża jedności ani nie sprzyja podziałom. Jedności zagraża i podziałom sprzyja nadymanie się i rozpychanie wszelkiego rodzaju, a najbardziej rodzaju "duchowego". Odzyskanie i utrzymanie jedności duchowej, o którą modlił się nasz Pan, wymaga odzyskania i utrzymania pełnego znaczenia śmierci z Chrystusem, ukrzyżowania wszelkich ambicji i wszelkich przejawów starego człowieka. Dobrowolnie szli taką drogą w interesie jedności i innych dóbr duchowych apostołowie i ta sama droga jest także przed nami. Na niej duchowa jedność zostanie niewątpliwie odzyskana i utrzymana.

Dogłębne rozważenie znaczenia i implikacji powyższych punktów, które możemy wyodrębnić w nauce Pawła, sformułowanej w kontekście korynckiego sporu, pozwoli nam przekonać się, że każdy spór doktrynalny wśród ludzi wierzących związany jest z naruszeniem i może toczyć się tylko na skutek naruszenia co najmniej jednej, a często kilku lub nawet wielu wskazówek Pawła. Gdybyśmy stosowali je wszystkie konsekwentnie, spory musiałyby natychmiast ustać, gdyż obie strony utraciłyby biblijne uzasadnienie do lansowania swojego stanowiska.

Ale czyż nie narazimy się wtedy na wiele błędów? Musimy przecież rozstrzygać najróżniejsze alternatywy, aby zapewnić "jedność"! - Czy rzeczywiście musimy? Kto nas do tego upoważnił? Przekonanie, że "musimy" jest właśnie kwintesencją tej cielesności, na którą wskazywał Paweł. To właśnie z tego przekonania bierze się notoryczne naruszanie wskazówek Pawła. Właśnie to przekonanie i kierowanie się nim powoduje, że jedność jest raz po raz niszczona. Wszystko, co istotne i niewątpliwe, znajduje się w Słowie Bożym. Posługując się jego stwierdzeniami, poruszamy się na całkowicie pewnym gruncie. Jeśli pojawią się kwestie, których nie można jednoznacznie rozstrzygnąć przy pomocy tekstu Biblii, to muszą one pozostać otwarte. Jakiż sens miałoby uzupełnianie naszej wiary niebiblijnymi koncepcjami, opartymi na dziurawej ludzkiej dedukcji i logice?

Ale w takim razie na wiele pytań nie będziemy w stanie odpowiedzieć. - Będziemy w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania, na które odpowiada Słowo Boże. Jeśli na inne nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, to bardzo dobrze. Możemy wtedy śmiało odpowiedzieć: "Nie wiemy" i w pokorze poszukiwać mądrości Bożej. Wtedy najróżniejsze pozornie sprzeczne odpowiedzi Słowa Bożego będą dla nas niewyczerpanym źródłem coraz to nowych, coraz to głębszych i coraz to wspanialszych odkryć duchowych. Każde jakieś usłyszane kontrowersyjne stwierdzenie będzie wtedy dla nas nie powodem rozterki czy irytacji, lecz okazją do głębszego wnikania w Słowo Boże i dalszego wzbogacenia duchowego. Jeśli natomiast przyjmować będziemy najróżniejsze ludzkie, teologiczne koncepcje, będące rzekomo treściwym ujęciem nauki biblijnej, to będą one ograniczać nasz postęp w zrozumieniu tajemnic Słowa, będziemy też te ograniczenia przenosić na innych, przy czym nie unikniemy różnic, sporów i podziałów.

Jaka winna być zatem w stosunku do kwestii spornych postawa człowieka odnowy, człowieka przebudzenia? Przede wszystkim musi to być postawa bezgranicznego zaufania Słowu, bezwzględnej wyłączności Słowa i jego nadrzędności nad wszystkim innym. Dalej musi to być postawa głębokiej pokory i maksymalnego krytycyzmu w stosunku do własnych przekonań i własnego zrozumienia, co z jednej strony powinno wyrażać się ustawicznym poszukiwaniem biblijnych, Bożych odpowiedzi, otrzymywanych w społeczności z Bogiem dzięki prowadzeniu przez Ducha, z drugiej zaś strony otwartością i gotowością poddania sprawdzeniu i rzetelnej, bezstronnej biblijnej ocenie różnych treści zwiastowania i nauczania, pochodzącego od innych dzieci Bożych. Słowo Boże musi zajmować pozycję kluczową, absolutną, a stosunek do niego musi być bezkrytyczny i bezdyskusyjny. Wszystko inne spełnia rolę pomocniczą i musi podlegać dyskusji, sprawdzeniu i ocenie, być korygowalne i usuwalne.

Jeśli zdobędziemy się na usunięcie ze swojego postępowania napiętnowanej przez Pawła cielesnej pochopności w lansowaniu ocen, a kierować się będziemy wskazanymi przez niego duchowymi, biblijnymi zasadami, to potencjalne przyczyny podziałów staną się potencjalnymi okazjami do wzajemnego wzbogacania się, wzrastania w wierze i zrozumieniu i do wspólnego zdobywania coraz to wyższych poziomów duchowych. Wszystkie problemy nie zostaną zapewne usunięte z dnia na dzień, ale pójście wskazaną przez Słowo Boże drogą zapewni stopniowe eliminowanie najróżniejszych tarć i zgrzytów oraz stopniowy wzrost wzajemnego zrozumienia i harmonijnego współdziałania. Kategoryczny biblijny nakaz jedności i gorąca modlitwa Jezusa o naszą jedność będą wtedy bliskie urzeczywistnienia, a to z kolei będzie potężnym świadectwem dla świata i dowodem obecności w Kościele Bożej chwały.

Józef Kajfosz





Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML, Copyright by Czytelnia Chrześcijanina, 1999