Niezbędna: Reformacja w Kościele

Kościół musi patrzeć przede wszystkim na Chrystusa, który jest jego Głową, jego Panem i jego Wszystkim.

W drugiej kolejności musi patrzeć na siebie samego i na świat, w odpowiednich oczywiście proporcjach.

Poprzez patrzenie na siebie samego nie rozumiem skupienie się na samym sobie. Mam na myśli to, że Kościół musi siebie ustawicznie egzaminować aby wiedzieć czy wciąż jeszcze znajduje się w sferze wiary; musi poddawać się surowemu samokrytycyzmowi z radosną gotowością do korekcji; musi żyć w stanie nieustającej pokuty, poszukując Boga z całego serca; musi ustawicznie sprawdzać swoje życie, prowadzić się w zgodności z Pismem Świętym i doprowadzać swoje życie do zgodności z Bożą wolą.

Poprzez patrzenie na świat mam na myśli to, że Kościół musi wiedzieć dlaczego istnieje na tym świecie; to, że musi on uznać swoje zobowiązania względem całej ludzkości (Rzym. 1:1-15); to, że musi traktować poważnie słowa swojego Pana, "...Idźcie na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu" (Mar. 16:15) i "...będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" (Dz.Ap. 1:8). Zadanie Kościoła jest dwojakie: rozszerzać Chrześcijaństwo i upewniać się, że Chrześcijaństwo to jest w absolutnej zgodności z Nowym Testamentem.

Teoretycznie, ziarno, będące Słowem Bożym, powinno wydawać te same owoce bez względu na duchową kondycję siejących go ale tak nie jest. Identyczne posłanie głoszone do pogan przez ludzi o różnym stopniu pobożności wyda owoce w postaci różnie nawróconych ludzi i przejawi się w jakości Chrześcijaństwa w zależności od czystości i mocy tego które je wygłosił.

Chrześcijaństwo zawsze będzie reprodukowało dokładnie samo siebie. Światowy, nie duchowy kościół, kiedy przemierzy oceany aby dać swoje świadectwo ludziom innych języków i kultur, bez wątpienia stworzy na innych wybrzeżach Chrześcijaństwo będące dokładną jego repliką.

Nie samo Słowo a natura składającego świadectwo determinuje jakość nawróconego. Kościół nie może uczynić nic więcej ponad przeszczepienie samego siebie. Taki jaki jest na jednej ziemi będzie i na innej. Dzika jabłoń nie stanie się nagle szlachetną przez przeniesienie jej do innego kraju. Bóg wpisał swoje Prawa głęboko w każde życie; wszystko musi wydawać owoce zgodnie ze swym rodzajem.

Popularny pogląd głoszący, że podstawowym obowiązkiem Kościoła jest głoszenie Ewangelii jest błędny. Jego głównym zadaniem jest bycie duchowo godnym jej głoszenia. Nasz Pan powiedział, "Idźcie" ale powiedział również "Czekajcie" a oczekiwanie musiało poprzedzić pójście. Gdyby uczniowie wyruszyli w świat ze Słowem przed dniem Pięćdziesiątnicy, stałoby się to totalną duchową katastrofą ponieważ nie byliby zdolni uczynić nic więcej aniżeli pozyskiwane dusze dla Pana kształtować na ich własne podobieństwo i zmieniłoby to na gorsze całą historię Zachodniego Świata a konsekwencje tego odczuwalne byłyby dotkliwie w czasach, które miały nadejść.

Szerzenie bezpłodnego, zdegenerowanego Chrześcijaństwa na pogańskich ziemiach nie jest realizacją nakazu Chrystusa czy też wypełnieniem naszych powinności względem pogan. Te oto straszne słowa Chrystusa prześladują moją duszę, "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że obchodzicie morze i ląd, aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy nim zostanie, czynicie go synem piekła dwakroć gorszym niż wy sami" (Mat. 23:15).

Pozyskiwanie człowieka dla Judaizmu było rzeczą zarówno dobrą jak i słuszną. Tysiące szczęśliwych ludzi zostało nawróconych na wiarę Mojżeszową w okresie duchowego rozkwitu Izraela lecz w czasach Chrystusa Judaizm upadł tak bardzo, że jego misjonarskie wysiłki przynosiły więcej szkody niż pożytku.

Wydawałoby się, że upadły, pozbawiony mocy kościół nie będzie się angażował w pracę misjonarską lecz jak zwykle fakty zaprzeczają teorii. Chrześcijańskie grupy, które już dawno utraciły resztki duchowego żaru, pomimo wszystko rozrastają się i reprodukują w innych krajach. Zaprawdę nie ma zbyt wiele skrajnych sekt czy heretycznych kultów w naszych czasach lecz odnoszą one zadziwiające sukcesy pomiędzy ludźmi na krańcach naszego świata.

Ewangeliczne skrzydło Kościoła w ostatnich latach troszczyło się o ten świat w nadzwyczajnym stopniu. W ciągu ostatnich dwudziestu lat misjonarska praca na obcych lądach wzmogła się ogromnie. Kryje się w tym jednak pewne niebezpieczeństwo. Jest to naiwne mniemanie, że musimy jedynie dotrzeć do najdalszego szczepu z naszym rodzajem Chrześcijaństwa aby uznać cały świat za zewangelizowany. Jest to jednak mniemanie na które my się nie odważamy.

Ewangeliczne Chrześcijaństwo, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych, znalazło się tragicznie poniżej Nowotestamentowych standardów. Światowość jest w pełni akceptowanym elementem naszego życia. Nasze religijne nastroje są bardziej towarzyskie niż duchowe. Utraciliśmy piękno uwielbiania Pana. Nie płodzimy świętych. Nasze modelowe postaci to odnoszący sukcesy biznesmeni, sławni atleci i teatralne znakomitości. Prowadzimy nasze religijne działania na wzór nowoczesnych agentów reklamowych. Przekształciliśmy nasze Kościoły w teatry. Nasza literatura jest płytka a nasze pieśni graniczą ze świętokradztwem. Najsmutniejsze jednak w tym wszystkim jest, że nikt się tym nie przejmuje.

Musimy szybko stworzyć lepszy rodzaj Chrześcijaństwa ponieważ inaczej w ciągu najbliższego półwiecza nie będziemy mieli żadnego prawdziwego Chrześcijaństwa (z ludzkiej perspektywy). Wzrastająca liczba pół-Chrześcijan nie wystarczy. Musimy dokonać reformacji w Kościele.

A. W. Tozer



Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML, Copyright by Czytelnia Chrześcijanina, 1999