Przedmowa

Kazania niniejsze są streszczeniem kazań, wygłoszonych przeze mnie w okre-sie ostatnich ośmiu czy dziewięciu lat. Przez ten czas często zdarzało mi się prze-mawiać publicznie na temat każdego kazania, zawartego w tym zbiorze. Ten, kto uważnie je przeczyta, zrozumie, czym są doktryny przyjęte przeze mnie jako podstawy religii.

Dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że dziwną może się wydać forma, którą obrałem dla wydania mego dzieła. Nie zdobią go bowiem piękne zwroty retorycz-ne ani inne działające na wyobraźnię upiększenia. Chociażbym dążył do podania ich w formie ozdobnej, nie miałbym na to czasu. Dziś jestem zadowolony z tego, że stało się tak, a nie inaczej; pisałem bowiem tak, jak zwykle przemawiałem do ludzi, którzy nie znają się na krasomówstwie ani go lubią, lecz którzy umieją poznać się na prawdzie, koniecznej do osiągnięcia szczęśliwości teraźniejszej i przyszłej. Słowa te zwracam do tych czytelników, którzy z prostej ciekawości zabierają się do mojej książki, celem zaoszczędzenia im trudu szukania tego, czego tu nie znajdą.

Daję prawdę w prostej formie ludziom prostym; celowo wystrzegałem się zawsze wszelkich zawiłych filozoficznych rozumowań i mętnych dowodzeń, uni-kając nawet, w miarę możności, wszelkiej napuszoności naukowego stylu. Od czasu do czasu pozwalałem sobie jedynie na przytoczenie cytatów z Pisma Święte-go. Starałem się nie używać słów trudnych lub nie będących w powszechnym użyciu, zwłaszcza zaś specjalnej terminologii teologicznej.

Owszem, celem moim jest zapomnieć o wszystkim, co kiedykolwiek w ży-ciu swoim czytałem, jak gdybym nigdy nie miał w ręku dzieł dawnych lub now-szych autorów, poza twórcami Biblii. Przystępuję do pracy wolny od , poglądów innych ludzi na Ewangelię, co w znacznej mierze dopomaga mi w wyrażeniu moich własnych uczuć.

Nie obawiam się wyjawić ludziom szczerym myśli, znajdujących się w moim sercu. Jestem przecież istota żyjącą niezmiernie krótko; niejako jeden dzień. "Mknę przez życie z szybkością strzały." Duch mój przyszedł tu od Boga i po-wraca do Niego. Stoję nad przepaścią i po kilku mgnieniach znikam, odchodzę w bezkresną wieczność. Oby daną była mi świadomość jednej tylko rzeczy: jak przybić szczęśliwie do niebieskiej przystani! Sam Bóg raczył wskazać drogę i wpisał ją do Księgi. O, daj mi ją, daj za wszelką cenę! Wystarczy mi wiedza z niej zaczerpnięta. Niech będę homo unius libri (człowiekiem jednej księgi. Z dala od ludzi, jestem tylko sam z Bogiem. W Jego obecności otwieram Księgę i czytam, aby znaleźć drogę do nieba. Czy jest w niej coś niezrozumiałego dla mnie? Tak, jest. Wznoszę tedy serce do Ojca mądrości i proszę o oświecenie, i modlę się doń: "Tyś powiedział: ktokolwiek chce czynić wolę Twoją, pozna prawdę. Daj mi ją poznać, albowiem gotów jestem ją czynić': Porównuję na-stępnie rozmaite ustępy Pisma Świętego, głęboko je rozważając. Jeżeli są jakieś wątpliwości, zwracam się do ludzi bogobojnych; tego zaś, co sam poznałem, nauczam innych.

To, co znalazłem w Biblii o drodze do nieba, zawarłem w moich kazaniach. Starałem się ściśle rozgraniczać drogę wskazaną przez Boga od tych, które wskazują ludzie. Starałem się wykazać, czym jest prawdziwe doświadczenie w znacze-niu biblijnym, nie pozwalając sobie na dodanie lub odrzucenie najmniejszego nawet szczegółu. Pragnę zwłaszcza ostrzec tych wszystkich, którzy rozpoczynają życie duchowe, oraz tych, którzy żyją już religią serca. Pierwszych przed niebezpieczeń-stwem religijności zewnętrznej, drugich przed upadkiem jej ducha.

Może ktoś jednak zwrócić mi uwagę, że przywłaszczam sobie prawo naucza-nia innych, podczas gdy sam jestem w błędzie; prawdopodobnie nawet znajdzie się takich wielu. Lecz jeśli słuszność jest po ich stronie i jeśli błądzę, to przecież umysł mój pozostał otwarty: niech mnie o tym przekonają Szczerze pragnę poznać prawdę. Bogu i ludziom powiadam: "Czego nie znam, naucz mnie"

Czy jesteś zupełnie pewien, że widzisz jaśniej ode mnie? Być może, iż tak jest istotnie. Bądź więc względem mnie takim, jak chciałbyś, żeby inni byli dla ciebie. Wskaż mi lepszą drogę aniżeli ta, którą dotychczas widziałem, opierając się na Piśmie Świętym! Miej cierpliwość i wyrozumienie dla mnie, jeżeli niechętnie schodzić będę z dobrze mi znanej ścieżki. Weź mnie jakby za rękę i prowadź wedle sił moich, lecz nie gniewaj się, gdy prosić będę, abyś mnie nie deptał dla przyspieszenia kroku. W najlepszym razie będę stąpał powoli, w przeciwnym wy-padku nie zdołam iść w ogóle. Chociażbym najgłębiej pogrążony był w błędzie, nie obrzucaj mnie niegodnymi przezwiskami dla zwrócenia mnie na właściwą dro-gę. Prawdopodobnie odsunęłoby mnie to jeszcze dalej od was, a tym samym od prawdy.

Owszem, jeżeli będziesz się gniewał, ja może też to samo uczynię. Mała po-zostanie wtedy nadzieja na znalezienie prawdy. Gniew bielmem zasłania wzrok du-szy, nic wyraźnego nie będę mógł wtedy zobaczyć. Na Boga! Nie wywołujmy w sobie nawzajem gniewu! Niech nie zapala się w nas ogień piekielny! Nie roz-dmuchujmy jego płomienia, nawet gdybyśmy przy jego świetle mieli znaleźć prawdę. Czyż mielibyśmy na tym stracić, a nie zyskać? Miłość, nawet z wieloma błędnymi zdaniami połączona, o ileż wyżej stoi ponad prawdę, miłości pozbawioną! Możemy umrzeć bez poznania wielu prawd, a jednak iść do szczęśliwości. Jeżeli umrzemy bez miłości, to w czym może nam dopomóc wiedza albo nauka? Zdadzą się nam na tyle, co szatanowi i jego aniołom. Oby Bóg miłości zachował nas przed tą próbą! Oby przygotował nas do poznania wielkiej prawdy, napełniając serca nasze miłością, radością i pokojem w wierze!

John Wesley





Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML, Copyright by Czytelnia Chrześcijanina, 1998